Wywiad z Małgorzatą Felicką, autorką debiutanckiego tomiku opowiadań "Wieloświaty"

 


Mieszka głównie w Warszawie, częściowo na Kaszubach i Szkocji w Glasgow, rodzinnym mieście męża. Ukończyła studia na Wydziale Elektroniki PW i Filozofii UW. Zajmowała się tłumaczeniem tekstów z języka włoskiego, rosyjskiego i angielskiego. Wspólnie z mężem założyła w 1990 roku firmę, którą prowadziła przez 26 lat, a następnie kierowanie nią przekazała synowi. Współpracuje z Fundacją Rodzin Adopcyjnych i Duszpasterstwem Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent”. Jest prezesem Polskiego Stowarzyszenia Branży Wynajmu. Przez wiele lat zgłębiała teksty z zakresu logiki pod kierunkiem śp. prof. Józefa Stuchlińskiego. Pisywała artykuły i recenzje do „Więzi” i „Przeglądu Powszechnego”. Wydała zbiór opowiadań science-fiction „Wieloświaty” oraz trzy tomiki poezji „Przenośnie”, „Przełamując ciszę” i najnowszy „Zanim zniknie cień”. Prowadzi aktywne życie wypełnione przez rodzinę, poezję, myślenie, żeglowanie i golf.





1. Jak Pani się przedstawia? Tylko imieniem i nazwiskiem? A jeśli miała by Pani dodać funkcję, co by Pani dodała? Zawód wyuczony, wykonywany czy pasję - pisanie opowiadań? Czy taka pasja może stać się zawodem?

Nie jestem dotknięta tytułomanią. Przedstawiam się w zależności od okoliczności, żeby dać napotykanej osobie informację na swój temat. Czasem jako Małgosia lub, dla ułatwienia moim anglojęzycznym rozmówcom, jako Margaret. Czasem mówię Małgorzata Felicka, mama czy żona czy babcia i podaję imię, tej osoby, dla której jestem mamą, żoną czy babcią, a którą rozmówca zna. Czasem, dla przywołania do porządku kogoś chaotycznego, albo kogoś kto mnie lekceważy mówię, że jestem z zawodu logikiem. Zabawne jest obserwowanie, piorunującego efektu, jaki to wywołuje. A z prawdą ma tylko tyle wspólnego, że studiowałam filozofię i logika była moim ulubionym działem, a potem przez wiele lat brałam udział w prywatnym seminarium profesora z Uniwersytetu Warszawskiego, logika, Józefa Stuchlińskiego.

Pod wpływem Pana pytania zastanowiłam się teraz, jak odróżnić pasję od zawodu. Chyba kryterium byłoby zarabianie pieniędzy. A ponieważ ani na logice ani na pisaniu nie zarabiam, a wręcz przeciwnie, dokładam do nich, to znaczy, że są to pasje i raczej nie spodziewam się, żeby te moje pasje przekształciły się w zawód



2. Dlaczego Pani pisze? Co spowodowało, że zainteresowała się Pani tym zajęciem?

Piszę, bo bardzo to lubię. Lubię słowa. Są dla mnie jak kwiaty albo jak dzieci. Opiekuję się nimi. Chcę je pieścić. O ile dobrze pamiętam, takiego stosunku do słowa nabyłam, kiedy miałam koło jedenastu lat i bez znajomości rosyjskiego trafiłam na obóz pionierski w Związku Radzieckim a po dwóch miesiącach do radzieckiej szkoły. Moje polskie słowa musiały schować się we mnie, a reprezentować mnie na zewnątrz zaczęły rosyjskie. Poczułam się inną osobą. Byłam ambitna i z przyjemnością wspominam, że już po pół roku moje rosyjskie wypracowania były odczytywane na głos przez nauczycielkę jako przykład do naśladowania dla rosyjskich dzieci. Mieszkałam w Moskwie dwa lata.



3. Czy czyta Pani codziennie? Ile stron dziennie poświęca Pani lekturze? Czy patrzy Pani na ilość stron którą ma Pani do przeczytania? Ma Pani ulubioną porę do czytania? Ulubione miejsce?

Sądzę, że nie ma pan na myśli czytania wiadomości, tylko literatury pięknej? Jeśli chodzi o czytanie w ogóle, to czytam codziennie, ale głównie – wstyd się przyznać – z telefonu. Czytam codziennie wiele wierszy na fb, analizy dotyczące współczesności pisane przez myślicieli, wiadomości polityczne. Jeśli chodzi o papierowe książki, to kiedyś czytałam bardzo bardzo dużo, a teraz nie tak dużo, bo nie starcza mi czasu. Za dużo pasjonujących rzeczy dzieje się w realnym świecie, żebym chciała je poświęcić na wędrówkę do światów wykreowanych w literaturze. Taki mam teraz etap życia. Dlatego też odpowiada mi poezja, która w jednym błysku stwarza świat, przesyła myśl, budzi niepokój czy nadzieję, wzrusza. Jest maksymalnym skrótem. Łykam ją jak nasionko, a ono potem kiełkuje we mnie bez odrywania mnie od pędu, w którym się znajduję.



4. Pani ulubiony pisarz? Gatunek literatury? Proza czy raczej poezja?

Pisarze mojej już dorosłej młodości to Conrad, Lem, Borges. Przeczytałam tylko kilka kryminałów. Unikam, bo to lektura wciągająca, a właściwie bez sensu i miałabym poczucie straty czasu. Lubię krótkie opowiadania. Muszę wyznać, że od studiów na filozofii wolałam czytać myślicieli niż powieści. Obserwuję u siebie taki ciąg: powieści, opowiadania, teksty filozoficzne, opowiadania, wiersze. Jestem teraz na etapie wierszy. A w ogóle, to moje własne pisanie tak mnie pochłania, że ruguje czytanie. Dbam o to, żeby zachowywać proporcje.



5. W roku 2019 wydala Pani „Wieloświaty”.Co spowodowało chęć wydania książki? Czy spontaniczna decyzja, a może ta decyzja rosła w Pani życiu od dawna, i w pewnym momencie zakwitła?
Wiem, że ma Pani na koncie tomiki poezji. To dlaczego wybrała Pani tym razem prozę?

Jako pierwszy wydany został tomik poezji „Przenośnie”. Wydałam go, bo dostałam diagnozę, która mnie przestraszyła. Myślałam, że za chwilę umrę i zrobiło mi się żal, że zniknę i nikt, nawet nikt z najbliższych, nie dowie się, jaka naprawdę byłam. Zdecydowałam się pokazać swoje wnętrze zanim umrę. Zebrałam i wysłałam wiersze do wydawnictwa, które reklamowało się w internecie następnego dnia po diagnozie. To był moment, w którym przekonałam się, że lubię siebie. Inaczej przecież nie zależałoby mi na pokazaniu jaka jestem. W tym trudnym czasie było to bardzo miłym objawieniem. Jak już się ujawniłam, to postanowiłam też pokazać opowiadania.

Pisałam opowiadania od czasu studiów, czyli od kiedy miałam koło 22 lata. Moim pierwszym opowiadaniem było zamieszczone w „Wieloświatach” opowiadanie „Wyspa”. Nadal je lubię.

Kilka opowiadań napisałam w swojej pierwszej pracy, w Instytucie Łączności, gdzie miałam zajmować się pracą naukową. Gdy się zatrudniałam, byłam podekscytowana, bo miałam zajmować się badaniem światłowodów, a to wtedy była zupełna nowość. Niestety nie tylko nie było światłowodów, ale nie było nic do roboty, Nikt nic ode mnie nie chciał, ale musiałam codziennie przyjeżdżać do Miedzeszyna pod Warszawą na godz. 7.45 i siedzieć za biurkiem. No więc za tym biurkiem pisałam opowiadania. Po wielu latach, po ukończeniu studiów na filozofii napisałam kolejnych kilka opowiadań. Wybrałam z tych pierwszych i drugich osiem opowiadań i wydałam je, bo w każdym z nich jest coś dla mnie fundamentalnego. Jakaś myśl, obawa, przewidywanie, nadzieja. Są dla mnie ważne i chciałam się nimi podzielić, pokazać je światu.

Pisanie wierszy i pisanie opowiadań odbywa się u mnie równolegle. Mam gotowych kolejnych siedem czy osiem opowiadań s-f i kilka opowiadań o zwykłym świecie. Zresztą ten zwykły świat iest równie niezwykły. Ma w dodatku tę przewagę, że istnieje.



6. „Wieloświaty” są zbiorem opowiadań. Oprócz jednego, wszystkie pozostałe są napisane w gatunku science-fiction. Dlaczego wybrała Pani ten gatunek? A dlaczego taki popularny rodzaj jakim jest opowiadanie?

Zacznę od końca. Piszę opowiadania, dlatego, że mogą być krótkie. Nie myślę o napisaniu powieści. Sama męczę się czytając długie formy. Właściwie odrzucam je. Myślę, że czytelnik też tak woli. Chcę dawać sygnał, zarys, pożywkę dla własnych myśli i doznań czytelnika. Niech sobie czytelnik dopowie, ja mu tylko chcę uruchomić jego wyobraźnię, wybić go z rutyny, z przyzwyczajeń, z uprzedzeń. Z tym, co napisałam w ostatnim zdaniu wiąże się wybór gatunku. Moje opowiadania mają wspólny rdzeń: jest to wyobrażenie sobie, że to, co wydaje się absolutnie pewne, wcale takie nie jest. Pewne zostaje w nich zamienione na niepewne albo na całkowicie inne.

Gdy się dopuści taką możliwość, zaczyna się szaleństwo wyobraźni. Jest to przednia zabawa dla mnie jako autorki, ale mam nadzieję, że dla czytelnika również. W każdym razie staram się, żebym nie tylko ja się bawiła.

To jest zresztą bardzo poważna zabawa. Odzwierciedlam w tym, co piszę, przekonanie o naszej ludzkiej wielkości, a zarazem niedoskonałości, o naszym ograniczeniu, które powoduje, że nigdy do końca nie poznamy tego, co nas otacza ani nie poznamy samych siebie. Tkwi w tym i piękno i heroizm i tragizm i szczęście. Pokazując, że może być inaczej niż nam się wydaje, że wystarczy maleńka zmiana, a runie cała konstrukcja tego, o czym jesteśmy przekonani, że jest nienaruszalne, naśmiewam się z naszej pychy poznawczej i pochylam się nad naszą zależnością od sił, na które nie mamy żadnego wpływu. Więcej, w ogóle nie mamy dostępu do wiedzy, jakie są to siły. Można uznać, że podłością jest postawienie nas w takiej sytuacji. Mnie się wydaje to fascynujące, wymagające odwagi, hartu ducha i wiary w sensowność tego, czego nie możemy pojąć. Myślę też o naszej sytuacji w kategoriach odpowiedzialności: skoro jestem na tym świecie, to powinnam spożytkować dany mi czas i nie biadolić, tylko wziąć się do pracy, żeby dodawać do niego coś mojego, dobrego, pięknego, prawdziwego. Brzmi patetycznie, ale jest w gruncie rzeczy proste i zwykłe.



7. Czy uczyła się Pani pisać na kursach, a może z podręczników? Mówi się ze im więcej przeczytanych książek, tym więcej rodzi się w głowie opowieści. Zgadza się Pani z tą myślą?

 Brałam udział w bardzo pożytecznych warsztatach poetyckich online w Varsztatovni a prowadzonych przez Magdę Koperską, wydawczynię Anagramu oraz Anię Oliynyk, poetkę i literaturoznawczynię. Natomiast pisania prozy nie uczyłam się na żadnych kursach. Uczyłam się z moich lektur, z przeczytanych książek. Tak, zgadzam się, że czytanie wzbogaca wyobraźnię. Ale też wydarzenia, w których bierze się udział, albo których jest się obserwatorem dostarczają materiału do pisania. Kiedyś rozmawiając z kimś powiedziałam, że codziennie dokonuję co najmniej kilku wyborów etycznych. Ten ktoś się zdziwił. Podobnie pewnie jak ktoś, kto się zdziwił, że mówi prozą. Ja mam świadomość literackości spotkań, rozmów, zdarzeń. Poruszam się po kolejnych dniach jak po teatralnej scenie. Niektóre zdarzenia faktycznie zamieniam na wiersz lub opowiadanie - te, które mnie zabolały albo zdumiały. Mam radość z utrwalania ich, ze znajdowania dla nich formy.



8. Wydała Pani również tomiki poezji. Jaka jest różnica między pisaniem wierszy a pisaniem opowiadań? Czy pokusi się Pani o napisanie powieści?


Wiersz rodzi się z impulsu. Oczywiście pierwotny impuls podlega potem obróbce. U mnie obróbka trwa długo. Mogłaby ciągnąć się w nieskończoność, ale w pewnym momencie jestem mniej więcej zadowolona i zostawiam wiersz. Kiedy po dłuższym czasie wracam do niego, to jeszcze czasem zauważam niepotrzebne powtórzenie, albo jakiś kiks.

Opowiadanie s-f zaczyna się od zakwestionowania jakiejś oczywistości. Wokół tego narasta fabuła. Budują się postaci. Historia biegnie własnym biegiem w kierunku, który mnie samą zaskakuje. To trwa. Czasem męczę się długo, żeby poukładać klocki w spójną, logicznie możliwą całość i żeby to było ciekawe i zaskakujące. Od początku wiem tylko, co chcę przekazać. To, jak to będzie zrobione, okazuje się w trakcie i toczy się samo i jestem właściwie tylko świadkiem, zapisywaczem pomysłów, które się zjawiają.
Opowiadania ze zwykłego świata biorą się z przeżyć, czyichś opowieści albo ze zdarzeń. Mają przesłanie. Nie są zwykłymi historyjkami, chociaż mogą tak wyglądać.

Staram się, żeby przesłanie było dyskretne, do własnego odkrycia przez czytelnika i samodzielnego uzupełnienia. Opowiadam to, co mnie poruszyło i chcę tym poruszyć czytelnika.



9. Jak Pani promuje swoją książkę? Literaturę w ogóle? Czy jest jakowyś sposób na życie z literaturą?



Zabieram się za to dopiero teraz. Dotychczas wystarczało mi samo pisanie. Dopiero szukam sposobów. Nie wiem, jak to się robi. Pierwsze kroki zrobiłam w Peronie Literackim. Ukazywały się tam moje teksty. Zarówno wiersze jak i proza. Dziękuję za to Jadzi Malinie.

Wydałam ostatni tomik „Zanim zniknie cień” w SPP oddz. Kraków., dzięki temu miałam wieczór autorski na Kanoniczej 7, recenzję mojej książki napisała i poprowadziła wieczór Marta Stefańczyk. Oba zdarzenia uważam za ważny element promocji. Zarówno recenzja jak i spotkanie dodało mi skrzydeł.
Książka „Zanim zniknie cień” została wysłana na konkursy literackie. Mam nikłe nadzieje na sukces, ale przynajmniej książka zaistniała w przestrzeni publicznej.
Miałam też wieczór autorski w Warszawie na Jazdowie, takim kultowym osiedlu domków fińskich. Był bardzo udany. Zawiesiłam film z niego na facebooku na swoim koncie.

Nie chodzi mi o nagrody, ale o dotarcie do czytelnika, a to się jednak wiąże z jakimś istnieniem w środowisku.
Pana recenzja jest pierwszą recenzją „Wieloświatów”, a były wydane sześć lat temu. Bardzo dziękuję. Byłam zawiedziona, że „Wieloświaty” przeszły zupełnie bez echa. Mam żal do wydawcy, że nawet nie opisał, co kryje się za tytułem. Po tym doświadczeniu, wiem, że promocja jest niezbędna. Dlatego zgłosiłam się do Pana.

10. Jakie ma Pani plany? Następna książka? Może książki? Pogadanki dla dzieci, młodzieży? Czy zachęca Pani do czytania dorosłych? W jaki sposób?

Mam gotowe opowiadania i nowe wiersze, ale chciałabym wydać wiersze, które stanowiłyby całość, więc na razie składam je w całość. A dla opowiadań orientuję się, jakie wydawnictwo wydaje s-f. Może wyślę do Fantastyki, albo Nowej Fantastyki? Wydaje mi się, że wtedy lepiej dotrą do zainteresowanych tego typu literaturą. Cieszę się, bo niedawno moje opowiadanie „Ostatni dzwonek” ukazało się w druku w renomowanym krakowskim piśmie „Hybryda”. Pomogła mi koleżanka z Peronu.

Nie zachęcam do czytania. Nie widzę siebie w tej roli. Pisaniem zachęcam do odkrywania, na czym polega dobre życie. Ja też to odkrywałam i odkrywam dzięki czytaniu, ale też dzięki pisaniu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wywiad z Magdą Ajeddig, autorką debiutu prozatorskiego pod tytułem "Kamienie i motyle"

Wywiad z Agatą Zamarską, autorką debiutanckiej powieści "Pustać"

Wywiad z Barbarą Kortą - Wyrzycką, autorką debiutanckiego zbioru opowiadań "Kółko konsekrowanych wdów"