Wywiad z Barbarą Kortą - Wyrzycką, autorką debiutanckiego zbioru opowiadań "Kółko konsekrowanych wdów"

 


Barbara Korta - Wyrzycka urodziła się i mieszka w Nowej Hucie, dawnej robotniczej dzielnicy Krakowa. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Pedagogicznym. Pracowała w Państwowym Wydawnictwie Naukowym i naukowym wydawnictwie uczelnianym. Przez dziesięć lat kierowała Wydawnictwem Politechniki Krakowskiej. Należy do Stowarzyszenia Twórczego Polart. Jest sekretarzem redakcji pisma artystyczno- literackiego Hybryda. Jest współautorką wraz z M. Stachowskim słownika biograficznego „Profesorowie Politechniki Krakowskiej w latach 1945- 2015”.

Opublikowała zbiór opowiadań pt. „Kółko konsekrowanych wdów i inne opowiadania”.

Jej opowiadania ukazywały się w Literacie Krakowskim i Hybrydzie .




1. Proszę powiedzieć Pani Barbaro kilka zdań o sobie. Pani ulubiony pisarz. Powieść tego pisarza. Ulubiony Pani gatunek, rodzaj. A może pokusi się Pani o listę 10 najważniejszych książek w Pani życiu. Ile godzin dziennie poświęca Pani lekturze? Ile rocznie czyta Pani książek? Z jakiego powodu czyta Pani książki?


Jeszcze w czasach studenckich zafascynowała mnie nowela „Sokół” Boccaccia. Tak, właśnie ta wchodząca w skład Dekameronu, napisana w XIV wieku. Ten niewielki objętościowo utwór mieści w sobie bogactwo treści, stopniowanie napięcia i element zaskoczenia. Co więcej do dzisiaj uczymy się o „sokole akcji” i budowa utworu pozostaje kanonem. Nic prostszego wystarczy dać współczesną treść, zastosować starą technikę i już mamy bestseler. Tylko, że to nie takie proste. Niemniej warto próbować.

Lubię krótkie formy, mimo że trudniej jest je tworzyć. Mój egzemplarz „49 opowiadań” Hemingwaya ma fruwające luzem kartki i został do cna zaczytany.

Nie pokuszę się o stworzenie listy ulubionych książek. Od zawsze czytam wszystko. Wyjątkiem są harlekiny , opowieści o wampirach i zombi . Te pozostawiam innym zainteresowanym.

Trudno mi określić, ile książek miesięcznie czytam. To zależy od miesiąca, ilości wolnego czasu i mojego stanu ducha. Zdarza się, że przeczytam w miesiącu pięć książek, ale bywa, że tylko jedną lub żadnej, bo akurat weszłam w fazę oglądania filmów i nic nie jest w stanie mnie od tego odciągnąć.


2. Ktoś w szczerej rozmowie powiedział że jako dorosły człowiek nie czyta, ponieważ lektury szkolne dały mu wystarczająco dużo wiedzy. Co Pani na to? Jak Pani reaguje na takie lub podobne zdania?


Cóż, nic na siłę. Jeśli są tacy, którym wystarczają lektury szkolne, to widocznie tylko taką skromną ciekawość literatury mają.

Rekompensują to zapewne innymi zainteresowaniami. Znam kibiców, którzy nawet lektur nie przeczytali, ale potrafią z pamięci wyliczyć wszystkie ligi piłkarskie i podać aktualne tabele rozgrywek.


3. Pani Barbaro, niedawno ogłoszono z dumą że "coś drgnęło" w czytelnictwie w Polsce. Jeżeli dobrze pamiętam statystyczny Polak przeczytał o jedną książkę więcej niż w poprzednich latach. Co Pani na to? Czy naprawdę może napawać dumą fakt iż w Kraju nad Wisłą czytamy o jedną książkę więcej? Co zrobić, aby te statystyki zwiększyć?


Statystycznie jedna więcej przeczytana książka per capita w kraju, to jak jedna jaskółka, która wiosny nie czyni.

Nie wiem co należałoby zrobić. Dobrą inicjatywą było stworzenie Biblioteki Kraków łączącej filie i unowocześnienie profilu działania placówek. Nie mam jednak dostępu do konkretnych danych, które potwierdzałyby , jak ten zakrojony na większą skalę program wpłynął pozytywnie na liczbę wypożyczanych i kupowanych książek. Uważam jednak, że powstanie portali dla piszących amatorów, jak Peron Literacki oraz ożywienie spotkań literackich , które bywają transmitowane na żywo, taki korzystny wpływ wywarło. Sama od pięciu lat uczestniczę w spotkaniach Peronu.

Tyle że nie obejdzie się bez łyżeczki dziegciu. Sądząc po reakcjach uczestników Peronu Literackiego w mediach społecznościowych dostrzegam, że jeszcze więcej zaczęli czytać ci, którzy i tak już sporo czytali.


4. Być może czyta Pani również wiersze, tomiki wierszy. Jakich poetów? Czy trudno czytać poezję? Wyobraża sobie Pani ludzi czytających Miłosza czy Grochowiaka bądź Urszulę Kozioł w zatłoczonym autobusie, gdzie więcej jest złości i frustracji niż wyciszenia potrzebnego do lektury liryk?


Tomiku poezji nie da się przeczytać jednym tchem jak powieści przygodowej. Niezbyt często sięgam po tomiki wierszy. Czytam jeden lub najwyżej kilka wierszy na raz. Poezja porusza zbyt wiele strun pamięci, emocji, dotyka sensu istnienia, trwałości uczuć. Można ją odbierać na wielu poziomach. Traktuję poezję czysto subiektywnie sięgając po wiersze wtedy, gdy dopada mnie chandra, miota mną bezsilna złość lub czuję się zepchnięta na margines.

Miejska komunikacja w godzinach szczytu to nie miejsce na jakąkolwiek lekturę. Pamiętam jednak z dzieciństwa książki w formacie kieszonkowym. Mój tato lubił serię „Koliber” i zawsze zabierał ze sobą jadąc w delegację nową książeczkę do poczytania w pociągu, a po powrocie ja sięgałam po ten egzemplarz i czytałam „dorosłą” klasykę.

Ostatnio częściej jeżdżę w godzinach „luzu”, czyli między 10 a 12. Lubię wtedy, siedząc i nie obijając się o innych stłoczonych pasażerów, pomyśleć spokojnie o przeczytanej ostatnio książce albo swobodnie rozwijać pomysł na swoje opowiadanie.

Motyw jazdy porannym tramwajem do pracy wykorzystałam w opowiadaniu „ Trzy pióra”. Tworzy on klamrę obejmującą wspomnienie.


5. Co skłoniło Panią do wydania "Kółka konsekrowanych wdów"? Jakieś wydarzenie, podpowiedź kogoś życzliwego? A może zupełnie inna sytuacja? Co czuła Pani widząc na okładce książki swoje nazwisko? Czy publikacja książki cokolwiek zmieniła w Pani życiu codziennym? I co to jest?


Można powiedzieć, że opowiadania „siedziały we mnie” od długiego czasu. Okazją, żeby te dawno wymyślone fabuły zapisać było wlokące się zapalenie płuc. Po antybiotykach czułam się lepiej, lecz nie mogłam wychodzić, więc zaczęłam pisać. Najpierw ręcznie w zeszycie, ale ponieważ zmiany i poprawki zaczęły się niepokojąco mnożyć , a tekst stawał nieczytelny, więc usiadłam przy komputerze i tu już nie było problemu. Byłam bardzo dumna po napisaniu pierwszego opowiadania. Pomyślałam, że chyba warto zostawić bliskim jakąś pamiątkę po sobie inną niż album ze zdjęciami.

Z czasem przybywało tekstów i folder pęczniał. Decyzję o pierwszej malej publikacji podjęła za mnie znajoma, redaktor naczelna pisma HYBRYDA , która przeczytała kilka moich tekstów , stwierdziła , że wstydu nie ma i zaproponowała, że wydrukuje jedno z opowiadań w najbliższym numerze. To był przełom. Potem było wydanie zbioru opowiadań i kilka pozytywnych recenzji.

Książka z własnym nazwiskiem na okładce budzi niezapomniane emocje, to jak nowe dziecko, moje ale zaczynające żyć swoim życiem.

Wydanie książki utwierdziło mnie w przekonaniu, że mam swoją niszę, swoje hobby i że za chwilę na emeryturze na pewno nie utknę w telenowelach i i krzyżówkach.


6. Ile godzin dziennie poświęcała Pani pisaniu? Czy przed przystąpieniem do pisania opracowała Pani plan, którego ściśle trzymała się, nie wprowadzając żadnych zmian? A może pisała Pani "na żywioł", zdając się na przypadek, losowe wydarzenie, które samo pokierowało akcją tego czy innego opowiadania.


Całymi latami gdzieś pędziłam. Rano biegiem do pracy na drugi koniec miasta potem dom i obowiązki, późno wieczorem robienie korekt dla drugiego wydawnictwa. Pensja budżetowa chuda ,więc trzeba się postarać. Nie mogłam wykroić sobie kilku godzin dziennie na swoją pisaninę. Układałam opowiadania w głowie. Zmieniałam, uzupełniałam i dopiero prawie gotowe zapisywałam. Upychałam je w folderze i po dłuższym czasie wracałam do nich , by spojrzeć „innym okiem” bez emocji.

7. Proszę powiedzieć kilka słów o pracy w wydawnictwach. Pracowała Pani w PWN i wydawnictwie Politechniki.


Dobrą szkołą zawodu była praca w PWN. Młody pracownik musiał poznać cały cykl wydawniczy. Zaczynało się od korekty przechodziło przez dział produkcji, potem administracji, by na koniec wylądować w upragnionej redakcji.

Nadmienię, że zaczynałam, gdy w drukarni królował monotyp, czyli odlewanie w płynnym ołowiu jednej linijki tekstu w całości. Zatem zecer, który poprawiał zaznaczony przez redaktora błąd, musiał napisać całą linijkę od nowa robiąc czasem kilka innych pomyłek. To było błędne koło. Na szczęście niewiele później weszły w życie komputery i ułatwiły pracę.

W wydawnictwie politechniki pracowałam początkowo w dziale redakcji podręczników, a potem książek naukowych i monografii.

Opracowywanie tekstów naukowych wymaga dużej dokładności i uwagi. Wydawnictwo miało swoje ujednolicone normy, do których należało się dostosować, takie jak np. wymogi serii wydawniczej. Nie było miejsca na improwizację czy radosną twórczość, była konkretna praca z zachowaniem norm językowych.

Lubiłam swoją pracę, autorzy zwykle wracali, bo publikowali zarówno artykuły jak i podręczniki czy monografie. Często opowiadali o swoich przeżyciach, wyprawach, codziennych kłopotach. Redakcyjny pokój to nie knajpka w Hawanie, a mnie daleko do Hemingwaya, jednak też wysłuchałam wielu ciekawych, prawdziwych opowieści niestandardowych ludzi, nierzadko artystów, jakimi niewątpliwie są architekci.


8. Uczestniczy Pani w kursach pisania. Co daje obecność w takich kursach? Proszę opowiedzieć co nie co o tych spotkaniach.


W regularnych kursach „na żywo” prowadzonych przez autora instruującego kursantów nie brałam udziału.

Za to przez kilka lat korzystałam z pomocy Portalu Pisarskiego, gdzie pod pseudonimem można zamieścić swój wiersz , opowiadanie, fragment powieści , po zaakceptowaniu admina i zdać się na ocenę członków portalu. To jest jak skok na głęboką wodę, gdy się nie umie pływać. Na portalu jest sporo członków znających rzemiosło redakcyjne, którzy mają swoje publikacje i udzielają rzetelnych porad, ale jeszcze więcej jest osób młodych i bezkompromisowych. Ci drudzy prosto i bez znieczulenia wytkną wszystkie błędy i słabości, albo po prostu to co im się nie podoba. Podchodząc do sprawy racjonalnie tekst zamieszcza się nie dla poklasku, ale by przekonać się, jaki jest jego odbiór i gdzie są mielizny. Najgorszy jest brak jakiegokolwiek komentarza. To oznacza śmierć proponowanego tekstu.

Trochę nastraszyłam, ale sympatycznie wspominam ten czas i sporo się nauczyłam, a Portal Pisarski działa i ma się dobrze.


9. Jak Pani promuje swoją książkę? Literaturę w ogóle, samo czytanie? Czy wobec tego o co pytałem w trzecim punkcie, jest jakikolwiek sens promować czytanie, naukę. W pierwszym odcinku serialu "Czterdziestolatek" inżynier Karwowski przyznaje się do braku wiedzy. Nie przejął się tym, ponieważ, jego zdaniem, wszyscy mają braki. Jaki jest Pani stosunek do takiej filozofii zdobywania wiedzy?


Jaka promocja? Na Facebooku mam grupę zaprzyjaźnionych koleżanek i kolegów z lat szkolnych i czasów studenckich. Życzliwie mi kibicują , zachęcają i czytają. Są moim wsparciem. Oznacza to jednak, że teksty pozostają jedynie w wąskim kręgu odbioru. Trudno jest „wyjść na zewnątrz” do nieznanych, anonimowych czytelników z nadzieją, że kogoś moje pisanie zainteresuje, a chociażby rozbawi.

Dla mnie promocja jest wtedy, gdy prowadzący Peron Literacki wyróżnią moje opowiadanie i zamieszczą na swojej stronie lub zyska ono aprobatę red. naczelnej i zostanie opublikowane w piśmie Hybryda. Dużą radość sprawiła mi też kierowniczka Gminnej Biblioteki w Rabie Wyżnej, która na swojej stronie przeczytała mój krótki tekst. Nie mam pomysłu na szerszą reklamę ,a ponieważ oferta na rynku książki jest przebogata, trudno zwrócić uwagę na mikroksiążeczkę z opowiadaniami. Kto taki drobiazg zauważy? No chyba, że wynajęłabym sobie trzy bilboardy na drodze wjazdowej do miasta.

Z kolei szerzej - promowanie wiedzy, treści popularnonaukowych i naukowych ma zawsze sens. Musi być systematyczne, a jest kosztowne i czasochłonne. Na szczęście nie wszyscy są zaimpregnowani na wiedzę. No i poszerzył i uatrakcyjnił się zakres działania bibliotek i muzeów, zatem jest nadzieja, że więcej młodzieży będzie do nich zaglądać.


10. Jakie ma Pani plany? Następna książka, tym razem powieść? Praca w wydawnictwie? Czy może nowe pola działalności?


Pozostaję nadal w swojej niszy. Udało mi się skompletować garść opowiadań, których bohaterowie są związani z Nową Hutą. Urodziłam się tu, to moje zielone, dobre do życia miejsce, które ciągle się zmienia, przekształca, przybywają nowi mieszkańcy. Niestety dowcipy o dresie, czyli „ludowym stroju nowohuckim” wciąż te same.

Myślę wydaniu nowej książki, czyli kolejnego zbioru opowiadań, ale to na razie plany.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wywiad z Magdą Ajeddig, autorką debiutu prozatorskiego pod tytułem "Kamienie i motyle"

Wywiad z Agatą Zamarską, autorką debiutanckiej powieści "Pustać"