Wywiad z Andżeliką Horbowicz, autorką debiutanckiej powieści "Pozory szczęścia"

 


Nazywam się Andżelika Horbowicz i jestem copywriterem. Większość swojego czasu poświęcam tej pracy. Pomysł z napisaniem książki pojawił się jeszcze na studiach, jednak dopiero od 2020 roku zaczęłam więcej działać w tym temacie. W mojej pracy także dużo piszę, przede wszystkim teksty blogowe, a także opisy produktów jak i artykuły naukowe. Wydanie własnej książki jest dla mnie wielkim marzeniem. Oprócz pisania interesuje się czytaniem książek, które recenzuje na moim profilu na Instagramie. Profile w social mediach także dają mi wiele satysfakcji. Do moich zainteresowań należy także malowanie obrazów akwarelą metodą malowania po numerach. Jestem osobą, która ma dużo zainteresowań. Speniam się jako wolontariuszka Fundacji B.L.U oraz członkini stowarzyszenia Sztukater. Głównymi odbiorcami są kobiety w różnym wieku, które szukają spokoju i dozę nieoczywistości w czytaniu literatury dla kobiet.


1. Proszę się przedstawić. Jakie książki towarzyszą Pani w życiu codziennym? Czyta Pani codziennie? Ile stron dziennie? Książki z jakiej półki? Jakiego gatunku? Jakiego rodzaju?

Jestem copywriterką, recenzentką książek, a od niedawna także pisarką. W moim życiu, jak w życiu wielu kobiet, przewijają się romanse, czasami kryminały, a także książki dla dzieci i literatura psychologiczna.

Mój tryb pracy niestety nie zawsze pozwala na codzienne czytanie, ale mimo to udaje mi się przeczytać około 12 książek miesięcznie. Jeśli chodzi o liczbę przeczytanych stron dziennie – jest to bardzo zróżnicowane. Bywają dni, kiedy potrafię pochłonąć 100–150 stron podczas jednego wieczoru, ale są i takie, gdy udaje mi się przeczytać zaledwie 20 stron. Wszystko zależy od książki i od dnia.

Najczęściej sięgam po romanse, literaturę psychologiczną oraz biznesową. Kryminały pojawiają się w moich rękach rzadziej, ale również znajdują swoje miejsce na mojej półce.

2. Jest jakowaś książka którą chciałaby Pani wyróżnić? Książka do której Pani wraca? Zna nieomalże na pamięć? Dlaczego ta właśnie? Co jest w tej, a czego nie mają inne?

Myślę, że jest wiele książek, które poruszyły mnie do głębi i na zawsze pozostały w moim sercu. Jednak jeśli miałabym wyróżnić jedną, to bez wahania wskazałabym „Małego Księcia” Antoine'a de Saint-Exupéry'ego.

Dopiero z biegiem lat w pełni zrozumiałam sens słów zawartych w tej niezwykłej opowieści. Wracam do niej bardzo często, bo za każdym razem odkrywam coś nowego – jakby jej przesłanie dojrzewało razem ze mną. Choć napisana prostym językiem, książka ta niesie głęboki i wielowymiarowy przekaz. Opowiada o przyjaźni, miłości, tęsknocie i odpowiedzialności – wartościach, które wydają się oczywiste, a jednak dorastając, często tracimy je z oczu.

To, co wyróżnia „Małego Księcia” spośród innych książek, to jego magia. Ukryte w nim przesłania są subtelne, a zarazem piękne – tak piękne, że z każdym rokiem można odnaleźć w nich coś nowego. Przypomina mi, żeby patrzeć sercem, a nie tylko oczami, bo – jak mawia lis – „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

W świecie pełnym pośpiechu, obowiązków i powierzchowności, „Mały Książę” jest dla mnie chwilą zatrzymania, refleksji i powrotu do tego, co naprawdę ważne. Choć mogłabym wymienić wiele wyjątkowych książek, to właśnie ta zajmuje w moim sercu miejsce szczególne.

3. Czy czyta Pani tylko powieści? Czy również eseje, reportaże, felietony? Jeśli tak jest, proszę podać tytuły i autorów.

Przede wszystkim czytam powieści – to zdecydowanie mój „konik”, jeśli chodzi o książki. Reportaże pojawiają się w moich rękach niezwykle rzadko, można by je policzyć na palcach jednej ręki. Choć cenię różnorodność literatury, to właśnie powieści przyciągają mnie najbardziej, pozwalając zanurzyć się w fikcyjne światy, które wzruszają, inspirują i skłaniają do refleksji.

4. Czy zdarzyło się Pani przeczytać tak zwanego gniota? Książkę, którą ze względów merytorycznych nie dało się czytać. Co sądzi Pani o takiej lekturze? Czy wydawca odpowiedzialny za wydanie takiego "szmelcu" powinien ponieść odpowiedzialność?

Owszem, zdarzyło się, że trafiłam na książkę, którą trudno było mi przebrnąć ze względów merytorycznych lub stylistycznych. Jednak staram się unikać ostrego oceniania autorów. Każda osoba, która podejmuje się napisania książki, ma swój cel i przesłanie – być może po prostu nie odnajdujemy go jako czytelnicy.

Jako osoba mająca na koncie literacki debiut, wiem, że nawet z takich pozycji można wyciągnąć cenną lekcję. Czytam opinie, analizuję błędy i obserwuję, czego oczekują odbiorcy. Tego typu lektury bywają kopalnią wiedzy o tym, czego unikać i co sprawia, że książka nie spełnia oczekiwań czytelników.

Warto też pamiętać, że to, co dla nas jest przysłowiowym „gniotem”, dla kogoś innego może okazać się książką wartościową, interesującą czy nawet inspirującą. Literatura jest przecież bardzo subiektywna.

Co do odpowiedzialności wydawcy – myślę, że rynek sam weryfikuje takie decyzje. Wydając pozycję, która nie spełnia oczekiwań czytelników, wydawca już ponosi pewną odpowiedzialność w postaci słabszej sprzedaży i braku zysków. Jest to naturalna konsekwencja podejmowanych wyborów.


5. A może zna Pani poezję? Zaczytuje się w niej. Jest tak? Jeśli tak jest, proszę o tym opowiedzieć. Jacy poeci Panią zainteresowali? Czy kupuje Pani tomiki wierszy? Czy może zna tylko pojedyncze wiersze?

Z jednej strony mogę powiedzieć, że bardzo lubię poezję, choć sięgam po nią raczej rzadko. Jeśli miałabym wskazać jedną poetkę, która na zawsze zajmuje pierwsze miejsce w moim sercu, to z pewnością jest nią Wisława Szymborska.

Pamiętam ze szkoły wielu autorów i ich skomplikowany język, jednak to właśnie Pani Wisława wyróżnia się prostotą, trafnością i głębią myśli. Jej wiersze czytam z przyjemnością i wracam do nich niejednokrotnie. Jeden z utworów, który zawsze mam w pamięci, to „Miłość od pierwszego wejrzenia”, a szczególnie te słowa:
„Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie”
.

Do tej pory nie kupiłam żadnego tomiku wierszy, choć nie wykluczam, że kiedyś to zrobię. Poezja, która ostatnio szczególnie mnie poruszyła, to zbiór Anny Ulatowskiej „Niedokochane”. Otrzymałam go w prezencie i z wielką chęcią przeczytałam. Do dziś wracam do jej przemyśleń, bo są wyjątkowo subtelne, a jednocześnie pełne emocji.

6. Niedawno debiutowała Pani. Co oznacza dla Pani wydanie powieści? Jakie uczucia towarzyszyły Pani gdy dowiedziała się że "Pozory szczęścia" są już drukowane? Czy są inne powieści, czekające w kolejce na wydanie? Zbiory opowiadań?

Nie da się opisać uczucia, gdy marzenia zaczynają się spełniać. Gdy przyszła paczka z wydrukowanymi egzemplarzami mojej książki, długo siedziałam nad kartonem, czekając na moment jego otwarcia. Trzymając ją po raz pierwszy w dłoniach, czułam wielkie wzruszenie i ogromną dumę. To był moment, kiedy dotarło do mnie, że dałam radę – moja praca, czas i emocje zamieniły się w coś namacalnego, co jest teraz fizycznie w moich rękach.

Wydanie powieści to dla mnie nie tylko spełnienie marzenia z dzieciństwa, ale także kolejny etap w moim życiu i pracy. Pierwsza książka zawsze będzie zajmowała szczególne miejsce w moim sercu, bo to początek czegoś nowego, coś, co na zawsze pozostanie dla mnie wyjątkowe.

Czy są kolejne powieści? Tak, są. Mam już pomysły i rozpoczęte projekty, które chciałabym kiedyś wydać. Na razie są jeszcze w trakcie tworzenia, więc trudno mi określić, kiedy ujrzą światło dzienne. Jedno jest pewne – nie chcę poprzestać na jednej książce. To dopiero początek mojej literackiej drogi.

7. Czy miała Pani plan działania w czasie pisania powieści?Szczegółowy czy ogólny? Odchodziła Pani od tego planu? Jak daleko? Wiedziała Pani jak powieść się zakończy?

Może zabrzmi to nieco niedorzecznie, ale miałam jedynie bardzo ogólny zarys. Siadałam i po prostu pisałam – nie spędzałam godzin na planowaniu, jakie role mają odgrywać bohaterowie. Wszystko wypływało spontanicznie ze mnie, jakby historia sama prowadziła mnie przez kolejne strony. Miałam w głowie główny wątek, ale poboczne elementy przychodziły w trakcie pisania.

Tworzyłam ją głównie w zimowe wieczory, budując odpowiedni klimat – ciepła herbata, świeczka i spokój. Wtedy siadałam do pisania i przepadałam na kilka godzin. Następnego dnia, już na chłodno, czytałam to, co stworzyłam, i poprawiałam.

Wiedziałam, że chcę napisać romans z elementami kryminału, a akcja miała toczyć się szybko. To były moje główne założenia. Przyznaję, że sięgając po książki innych autorów, często irytowały mnie długie opisy sytuacyjne, krajobrazów czy otoczenia. Jednak teraz, z perspektywy debiutu, wiem, że wielu czytelników docenia właśnie te szczegóły, i przy kolejnej powieści na pewno to uwzględnię.


8. Jak promuje Pani swoją powieść? Literaturę w ogóle? Spotkania? Dyskusje online?

Promocja mojej powieści odbywała się wielotorowo. Skupiłam się przede wszystkim na Internecie – współpracy z recenzentami i blogerami książkowymi, których po części sama wybierałam. Wiedziałam, że są osoby, którym szczególnie chcę pokazać swoją książkę, ponieważ ich zdanie jest dla mnie ważne i cenię ich opinię.

Nie zabrakło również spotkań autorskich, które okazały się dla mnie wspaniałym przeżyciem. Bezpośrednie spotkanie z czytelnikami daje niesamowitą energię i inspirację do dalszego pisania. Jest to coś, co zdecydowanie chciałabym poszerzyć przy kolejnych powieściach.

W ramach promocji udało mi się również udzielić kilku lokalnych wywiadów w prasie. Promocja książki na poziomie lokalnym okazała się niezwykle ważna – w końcu to często w rodzinnych miejscach zaczynają się najważniejsze rozmowy o twórczości. Dzięki temu „Pozory szczęścia” zyskały rozgłos także wśród czytelników z mojego regionu.

Dodatkowym wyróżnieniem było to, że fragment mojej książki został przeczytany i nagrany przez Poezja ma głos. Można go posłuchać na ich kanale na YouTube, co jest dla mnie ogromnym zaszczytem i pokazuje, jak literatura może funkcjonować na różnych płaszczyznach.

Wchodząc do świata literatury, poznałam wielu wspaniałych ludzi związanych z książkami – zarówno twórców, jak i odbiorców. To niezwykle budujące, jak książki potrafią łączyć ludzi o różnych poglądach i doświadczeniach.

Myślę, że zrobiłam dla promocji wiele, ale zdaję sobie sprawę, że zawsze można zrobić więcej i lepiej. Każdy etap tego procesu był dla mnie nauką i inspiracją, którą na pewno wykorzystam przy kolejnych publikacjach.



9. Ma Pani firmę copywriterską. Czy to pomaga w pisaniu powieści, promowaniu literatury, ogólnym spojrzeniu na świat książek? A może wręcz przeciwnie, przeszkadza?

Tak, prowadzę firmę świadczącą usługi copywriterskie, co z jednej strony jest wielkim atutem, a z drugiej – bywa wyzwaniem, szczególnie jeśli chodzi o czas. Prowadzenie działalności oznacza ogrom obowiązków, które często ograniczają godziny, jakie mogłabym poświęcić na pisanie powieści. Jednak doświadczenie zdobyte w pracy copywritera jest bezcenne.

Przede wszystkim, pomaga mi to doskonalić warsztat pisarski. Copywriting nauczył mnie tworzenia tekstów z dbałością o styl, przekaz i odbiorcę. Umiejętność precyzyjnego dobierania słów, kreowania historii i budowania napięcia jest przydatna zarówno w pracy, jak i w pisaniu książek.

Jeśli chodzi o promocję literatury, własna działalność to duży plus. Dzięki niej zdobyłam sieć kontaktów z osobami, które, podobnie jak ja, są zaangażowane w świat książek. Współpracuję z recenzentami, blogerami i osobami z branży literackiej, co znacząco pomogło mi w promowaniu mojej pierwszej powieści.

Od momentu pracy nad „Pozorami szczęścia” zyskałam również wiele cennych informacji o procesie wydawniczym i promocji literatury. Co więcej, pisanie powieści zmotywowało mnie do jeszcze częstszego czytania książek innych autorów. Zrozumiałam, że aby stworzyć dobrą historię, trzeba dużo czytać, oswoić się z językiem literackim i obserwować, jak inni budują narrację, prowadzą dialogi czy kreują bohaterów.

Jednocześnie dostrzegam, jak ważna jest równowaga – praca copywriterska nauczyła mnie organizacji czasu i wytrwałości, ale wymaga też umiejętności odłączenia się od zadań zawodowych, by w pełni oddać się twórczości. To niełatwe, ale satysfakcjonujące połączenie.

Podsumowując – copywriting i pisanie powieści wzajemnie się uzupełniają. Jedno rozwija moje umiejętności językowe, a drugie daje przestrzeń na kreatywność i autentyczność, które są dla mnie w literaturze najważniejsze.


10. Jakie ma Pani plany na przyszłość? Następna powieść? Zbiór opowiadań?

Moje plany na przyszłość są jasne – kolejna powieść. Chcę, by była to książka, po której usłyszę od czytelników słowo „wow”. To chyba marzenie każdego autora – stworzyć historię, która poruszy, zachwyci i pozostanie z odbiorcami na długo.

Tym razem jednak stawiam na spokój, przemyślane słowa i świadome decyzje. Nie chcę się spieszyć – pragnę, by każdy detal, każde zdanie było dopracowane. To nie oznacza, że przy pierwszej powieści działałam pochopnie, ale teraz wiem, że w niektórych kwestiach warto wykazać się jeszcze większą cierpliwością i konsekwencją. Pisanie to proces, który wymaga czasu, zaangażowania i wytrwałości.

Wiele osób pyta mnie, jak zacząć pisać swoją książkę. Odpowiadam zawsze to samo: „Pisać”. Nieważne, czy jest to pół strony dziennie, kilka linijek czy jedno zdanie. Każde słowo przybliża do realizacji celu. Wielkie historie nie powstają od razu, a systematyczność i determinacja są kluczem do sukcesu.

Choć skupiam się teraz głównie na powieści, nie wykluczam w przyszłości także zbioru opowiadań. To kolejny format, który kusi swoją formą i możliwością przekazania krótkich, ale głębokich historii. Kto wie? Może będzie to następny krok na mojej literackiej drodze.

Plany mam ambitne, ale przede wszystkim chcę dalej rozwijać się jako autorka, dawać czytelnikom coś od siebie i udowadniać, że marzenia – jeśli ciężko na nie pracujemy – naprawdę się spełniają.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wywiad z Magdą Ajeddig, autorką debiutu prozatorskiego pod tytułem "Kamienie i motyle"

Wywiad z Agatą Zamarską, autorką debiutanckiej powieści "Pustać"

Wywiad z Barbarą Kortą - Wyrzycką, autorką debiutanckiego zbioru opowiadań "Kółko konsekrowanych wdów"